“Siłą tej poezji jest proza”

Na portalu ZeszytyPoetyckie ukazała się właśnie recenzja Eine Kleine Todesmusik.  Recenzje można przeczytać na stronie wydawnictwa oraz poniżej.

“Grzegorz Kwiatkowski. 26 lat. Wiek jak najlepszy dla debiutu, a i sam debiut bardzo dobry. Już dawno nie czytałem tak świeżej, poetyckiej książki. Autor kreśli kilka niesamowicie sugestywnych wizji. Szczególnie w pamięci pozostają dwa teksty: „sygnał II” i  „pan Cogito i litera Pisma”, które pragnę tu poddać głębszej analizy.

W pierwszym utworze, „sygnał II”, autor opowiada historię osieroconego rodzeństwa. Jest coś nieprzystojnego (czytaj: frapującego) w opisie trzynastoletniej siostry, której urosły piersi, bo opiekuje się mały bratem (jak matka). Fioletowi chłopcy z dowódcą, który absolutnie zarządza zakolem rzeki kojarzą się z faszystami z „Szewców” Witkacego. W ich oczekiwaniu na sygnał (bardzo sugestywnie wywołane napięcie) kryją się najbardziej zwierzęce potrzeby, które, co jest zaskakujące, dziewczyna traktuje jako normalną kolej rzeczy. Chociaż, z drugiej strony, wysyła małego brata do sklepu, „żeby nie patrzył”. Świat w „Sygnale II” zostaje wzięty w nawias. Jedyną prawomocną sceną, sceną ostateczną jest zakole rzeki. Brat, w momencie pójścia na zakupy, zostaje definitywnie wykreślony z inwentarza. Specyficzny krajobraz przypomina nieco scenę teatralną. Sztuka ma prawo „grać się” tylko na deskach. Wszystko „poza” przestaje mieć jakiekolwiek znacznie dla dramatu, który właśnie zostaje rozegrany.

„Pan Cogito i litera pisma”. Z pozoru gorzka drwina z Herberta i chrześcijaństwa. W rzeczywistości, traktat etyczny o niebezpieczeństwie zastosowania nakazów moralnych do (nie uniknę tego brzydkiego określenia) życia. Widzę pewną zbieżność między Panem Cogito, a Raskolnikowem ze „Zbrodni i kary”. Bohater Dostojewskiego również uznaje zbrodnię za dozwoloną, co więcej – nakazaną, ale nie potrzebuje absolutnej instancji (jaką tutaj jest litera pisma) i to paradoksalnie pozwala mu na nawrócenie. Kwiatkowski nie pragnie uchwycić psychiki zbrodniarza. Chce ująć sytuację etyczną. I tutaj ukazuje się zupełnie inna twarz: autora – moralisty. Bo przekreślając jedną, budujemy, nolens volens, inną moralność. Mówi się, że Grzegorz Kwiatkowski „walczy z mieszczaństwem”, ale czy w Polsce istnieje coś takiego jak mieszczaństwo (kategoria słuszna skądinąd pod koniec XIX i na początku XX wieku)? Wątpię. Można mówić, co najwyżej, o pewnej postawie światopoglądowej. Kwiatkowski nie tyle polemizuje ze stylem bycia, ze światopoglądem, ale przede wszystkim kreuje nową etykę, podającą w wątpliwość sens jakichkolwiek nakazów.

Obie książki mają jednak także takie aspekty, których nie mogę zaakceptować. W „Eine Keine Todemusik” cztery razy (o ile dobrze naliczyłem) są słowa związane z masturbacją. Nie, nie chodzi o pruderyjność. Na przykład, Gombrowicz, mimo swojej niesłychanej wprost wynalazczości, ani razu nie opisał aktu kopulacji. Dlaczego nie? Bo jest to, moim zdaniem, wyświechtany temat, zupełnie jak opis róży.

Siłą tej poezji jest proza – klarowność, świeżość podejmowanych tematów i odwaga. Teksty Kwiatkowskiego są pytaniami i, co dla mnie kluczowe, stanowią nienachlaną, ale jednak, metafizykę. Podsumowując: dawno nie było tak mocnego wejścia na scenę literacką, jak debiut Grzegorza Kwiatkowskiego. Jego poezja ma w sobie wielki potencjał. Będę z uwagą obserwował dalsze poczynania autora. Państwo, mam nadzieję, także.”
Paweł Hajduk